Start
Cennik
Warunki handlowe
Zamowienie
Kontakt
Ksiazki
Aktualnosci
Klamstwo

Kłamstwo o cholesterolu

W miejsce wcześniejszych epidemii, jak czarna ospa, cholera czy gruźlica, pojawiły się w ostatnich latach nowe choroby cywilizacyjne, wywodzące się z naszego środowiska i stylu życia.

O ile dawne choroby nie odgrywają (oprócz pojawiającej się ponownie w Polsce gruźlicy) w chwili obecnej prawie żadnej roli, o tyle ciągle powiększa się zasięg chorób cywilizacyjnych. Naukowe statystyki, obrazujące „zdrowie narodu” i średnią długość życia, przekłamują faktyczny stan. Zdecydowanie zmniejszona śmiertelność niemowląt powoduje, że żyjemy teraz ponad siedziemdziesiąt lat. Że już w dawnych czasach nie było to rzadkością, pokazuje nam rzymska historia. Najniższym wymaganym wiekiem, aby zostać wybranym do senatu było wówczas sześć-dziesiąt lat.

Choroby cywilizacyjne, spowodowane niewłaściwym odżywianiem, zawsze wywodzą się z wykroczeń przeciwko na-turze. Należy do nich na przykład produkcja sztucznej żywności w fabrykach: fabryczny cukier, oczyszczana mąka, fabryczne tłuszcze – „substancje nie występujące w tej formie w naturze”.

Szczególnie w przypadku cholesterolu stwarza się wrażenie, że za wysoki poziom tej substancji we krwi jest odpowiedzialne spożywanie produktów o wysokiej jej zawartości. Prowadzi to do oceny produktów spożywczych w zależności od zawartego w nich cholesterolu. Na ile jest to błędne wskazuje fakt, że poziom cholesterolu we krwi jest niezależny od ilości tej substancji doprowadzonej z pożywieniem. Zależy on natomiast od całego szeregu innych czynników.

Najważniejszą rolę odgrywa tu przemiana materii ludzkiego organizmu. Przemiany tej nie możemy rozdzielać na przemianę tłuszczu, białka i węglowodanów, lecz musimy ją widzieć jako jedną całość. Ma ona cały czas miejsce w każdej komórce naszego ciała. Jeżeli z jakiegokolwiek powodu dojdzie do zakłócenia tego procesu, ma to wpływ na całą przemianę materii, zarówno tłuszczu, białka jak i węglowodanów. Jeżeli człowiek z wysokim poziomem cholesterolu zmieni sposób odżywiania, to znaczy zredukuje ilość spożywanych węglowodanów (poprzez unikanie rafinowanych węglowodanów, oczyszczanej mąki oraz cukru fabrycznego), natychmiast ma miejsce automatyczne obniżenie się poziomu cholesterolu we krwi. Alternatywą są więc naturalne środki spożywcze, niezawierające rafinowanych i izolowanych węglowodanów.

Ta wiedza ułatwi nam zrozumienie pewnych niezrozumiałych dotąd przebiegów: poziom cholesterolu obniżył się nie tylko u pacjentów, którzy unikali „sztucznych” węglowodanów lecz również i u tych, którzy spożywali pełnowartościowe produkty, a zamiast margaryny jedli masło. Co powiedzielibyście na to, gdyby przyczyny zwapnienia arterii upatrywać w przyjmowaniu wapnia? Tak samo bezsensownym jest więc założenie, że osady cholesterolu wynikają z tego, że chory jadł zbyt dużo tej substancji.

Od jakich czynników zależy więc poziom cholesterolu we krwi? Jest pewne i udowodnione, że obniża go dopro-wadzanie do organizmu nienasyconych tłuszczów. Co prawda masło wykazuje, w porównaniu z tłuszczami roś-linnymi, mniejszą ich zawartość, jednak wśród tłuszczów zwierzęcych stoi na pierwszym miejscu. Apeluję tutaj do waszego zdrowego rozsądku i proszę o rzucenie okiem na historię. Ludzkość odżywiała się od tysięcy lat tłuszczem mlecznym pod postacią mleka i masła i nie była z tego powodu chora, nie mówiąc już o tym, że ktoś z powodu spożywania masła dostał zawału serca. Zawartość cholesterolu we krwi nie jest bezpośrednio zależna od konsumpcji zwierzęcego tłuszczu. Nawiasem mówiąc, również kobiece mleko zawiera duże ilości cholesterolu.

Znane są przypadki ciężkiej arteriosklerozy, pomimo że w krwi nie stwierdzono zwiększonej koncentracji tłuszczu. Z drugiej strony, istnieją przypadki wysokiego poziomu cholesterolu, w których niskotłuszczowa dieta nie przynosi żadnej poprawy. I właśnie tutaj powracamy ponownie do przemiany materii. Każdy człowiek z dobrze działającą przemianą materii jest w stanie odpowiednio przerobić doprowadzony do organizmu tłuszcz, aby nie doszło do chorobliwych osadów w arteriach. Warunkiem tego jest jednak prawidłowe odżywianie się, dostarczające wszystkich składników potrzebnych do prawidłowego przebiegu tego procesu. Jest więc zrozumiałe samo przez się, że choroby cywilizacyjne przybierają w ostatnich latach w takim samym stopniu jak arterioskleroza i zawał serca.

Nie jestem tutaj sam z moimi twierdzeniami. Również profesor Yudkin z Instytutu Odżywiania w Londynie doszedł do wniosku, że zakłócenia w przemianie węglowodanów są głównie spowodowane spożywaniem izolowanych węglo-wodanów (cukier fabryczny i oczyszczana mąka).

Wróćmy jednak do masła: jest ono dla mnie koniecznym składnikiem zdrowego odżywiania. Masło jest szczególnie lekkostrawne dla wątroby, woreczka żółciowego, żołądka, jelit i trzustki. Trzeba jednak powiedzieć, że masło (zresztą jak i inne tłuszcze) nie może być gotowane razem z potrawami lecz powinno być dodawane do nich już po ugotowaniu. Masło jest, nota bene, jedynym tłuszczem, który nie musi być przetworzony dopiero w wątrobie, lecz jest wykorzystywane bezpośrednio przez cały organizm.

W latach 70-tych przemysł margarynowy zainwestował miliony w kampanię szkalującą masło z powodu jego za-wartości cholesterolu. Na porządku dziennym były wtedy hasła „Masło prowadzi do zawału!” lub „Masło skraca życie!”. Ludzie byli zaszokowani. Przemysł margarynowy osiągnął jednak swój cel: obroty i dochody drastycznie się zwiększyły. Znalazło się wystarczająco dużo pieniędzy, by publikować kolejne atesty dotyczące ponoć zdrowszej margaryny.

Dzisiaj na całym świecie produkuje się i sprzedaje wiele miliardów ton margaryny, z tego około miliona ton w Niemczech. Jest to wynikiem skutecznej akcji reklamowej. A przecież przebieg produkcyjny margaryny ma niewiele wspólnego z naturalnością. W obecnych czasach jest, co prawda, możliwe wytwarzanie twarogu z pierza kur, tak samo jak z jelit i z odpadów są „wyczarowywane” smakowite środki spożywcze, jednakże żadne z nich nie mogą dorówć masłu.

Co prawda niemiecka Izba Lekarska przyłączyła się na początku do zaleceń spożywania margaryny, przyznała jednak później, że nie jest to uzasadnione naukowo. Komisja doradcza Izby Lekarskiej wyraziła nawet w „odwołaniu zalecenia” ubolewanie z powodu „utrudniania naukowej dyskusji... poprzez nacisk ze sfer komercyjnych”.

Cholesterol, tak jak i lecytyna, jest potrzebny do budowy membran komórkowych. Jest on tłuszczopodobną substan-cją i wszechobecnym w ludzkim (i w zwierzęcym) organizmie steroidem. Jest więc niezbędnie potrzebny do życia! Jest nieodzownym składnikiem komórek i tkanek, odpowiedzialnym za transport tłuszczu i koniecznym do produkcji hormonów.

Organizm sam produkuje cholesterol w przypadku, gdy zbyt mało doprowadzamy go z pożywieniem. Również od-wrotnie: jeżeli doprowadzamy go zbyt dużo, spada jego produkcja w organizmie.

Chorobliwe tycie nie wynika ze spożywania tłuszczu. Słucham??? Tak, tak, popatrzmy dalej. Prawidłowo przebie-gający proces przemiany materii zamienia tłuszcz w produkty końcowe: kwas węglowy i wodę. Przyczyna nadwagi nie leży więc w zbyt dużej ilości kalorii czy tłuszczu lecz w braku biologicznych substancji czynnych (substancji witalnych), w braku znamiennym dla odżywiania „cywilizacyjnego”. Poprzez ten niedobór dochodzi do zakłóceń w procesie przemiany materii, podczas którego powstaje i osadza się w ciele „chory” produkt – tłuszcz. Nadmiarowe węglowodany są zamieniane w tłuszcz. Paradoksalne, że tłuszcz odkłada się również w trakcie diety redukcyjnej, zawierającej 800 kilokalorii dziennie. Jest on jednak spalany, gdy tylko zaczynamy przyjmować naturalne tłuszcze i substancje witalne, nawet jeżeli spożywamy 2000-3000 kilokalorii! Potwierdzają to wieloletnie obserwacje.

Inną „grupą ryzyka” jest kategoria cukrzyków, cierpiących na „Diabetes mellitus”. Tutaj jednak nie cholesterol wyzwala chorobę, lecz jest ona symptomem złożonych zakłóceń przemiany materii, których przyczyna leży w nieprawidłowym odżywianiu. Oprócz rafinowanych węglowodanów, zasadniczą rolę odgrywa tu także nadmierna konsumpcja zwierzęcego białka.

Powiedzmy sobie szczerze: nie ma żadnych jednoznacznych norm dopuszczalnego poziomu cholesterolu. Odgrywa-jące tu rolę czynniki są całkowicie różnorodne i wykazują na dodatek znaczne wahania. Dotyczy to tym bardziej wartości stwierdzonych laboratoryjnie, również zależnych od całego szeregu czynników. Podlegają one stałym wahaniom i jest bardzo dużo ludzi, całkowicie zdrowych i sprawnych, nie mających żadnych dolegliwości, pomimo że ich wartości laboratoryjne czasami całkiem wyraźnie przekraczają „dopuszczalne” granice.

Rzućmy jeszcze tylko okiem na przemysł farmaceutyczny. Według IMS Health w roku 1990 w Zachodnich Niemczech sprzedano lekarstwa na obniżenie poziomu cholesterolu o wartości 400 milionów D-Mark. Jedenaście lat później, w roku 2001, sprzedaż tych lekarstw osiągnęła wartość 1,14 miliardów Euro i zwiększyła się o 18,4% w stosunku do poprzedniego roku. Wiemy już teraz wystarczająco dużo o sensie i bezsensie takiego postępowania, ale być może, nie zaszkodzi spojrzenie na listę skutków ubocznych lekarstwa, które reklamuje się jako „inteligentne rozwiązanie przy podwyższonym poziomie cholesterolu”. Pacjent może tylko mieć nadzieję, że zostaną mu oszczędzone takie skutki jak: czasami podwyższenie transminazy, podwyższenie CK, myalgia, wysypki, dolegliwości żołądka i jelit, wymioty, biegunka, obstrukcja, bóle brzucha, wzdęcia, bóle mięśni i szkieletu, infekcje górnych dróg oddechowych, katar, bóle głowy, stan dezorientacji i zagubienia, stany zmęczenia, bóle w klatce piersiowej i bóle serca.

Autor: dr med. Max Otto Bruker